Zapraszam do obejrzenia pierwszej części fotorelacji z mojego tegorocznego pobytu w Szwajcarii.

Nie mogłem się zdecydować, od którego dnia, od której wycieczki zacząć, więc stwierdziłem, ze zacznę w niemal najbardziej skomplikowany sposób – chronologicznie.

Naszą wycieczkę zaczęliśmy w miejscowości Engstlenalp – najwyższe miejsce w tej dolince, gdzie da się dojechać samochodem.

Turysta podziwiający piękno Alp. W tle jezioro EngstlenalpSee

Turysta podziwiający piękno Alp. W tle jezioro EngstlenalpSee

Turysta podziwiający piękno Alp. W tle jezioro EngstlenalpSee

Turysta podziwiający piękno Alp. W tle jezioro EngstlenalpSee

 

Początkowo planowaliśmy wyjść na przełęcz JochPass, ale ponieważ część osób już tam kiedyś była, zdecydowaliśmy się pójść w przeciwną stronę – w stronę Haslibergu. Dodatkowym plusem wybrania tej trasy, było spotkanie zwierząt widocznych na następnych dwóch zdjęciach.

Marmota marmota

Marmota marmota

Marmota marmota

Marmota marmota

 

Po pewnym czasie, doszliśmy do bardzo urokliwej wioski, położonej na wysokości 1977m – Tannenalp.

W drodze do Tannenalp - w tle jezioro TannenalpSee

W drodze do Tannenalp – w tle jezioro TannenalpSee

W drodze do Tannenalp - widok w przeciwną stronę(między innymi na Titlis)

W drodze do Tannenalp – widok w przeciwną stronę(między innymi na Titlis)

Tannenalp

Tannenalp

 

Reszta wycieczki zatrzymała się na dłuższy postój nad jeziorkiem, a ja postanowiłem pójść jeszcze kawałek w stronę Haslibergu, do następnego jeziora – Melchsee Frutt.

Dzięki wyjściu w góry “dosyć” późno, po drodze do Melchsee Frutt słońce wyraźnie się obniżyło i oświetlało góry w niesamowity sposób.

W drodze do Melchsee Frutt

W drodze do Melchsee Frutt

Melchsee Frutt i niesamowite światło

Melchsee Frutt i niesamowite światło

 

Niestety, czasu do zdjęć nie było za dużo – zza najbliższej góry zaczęły dość szybko wyłaniać się czarne chmury, co skłoniło mnie do powrotu w miejsce gdzie się rozstałem z resztą wycieczki. Kiedy byłem w połowie drogi usłyszałem grzmot, dochodzący zza góry, co skłoniło mnie do jeszcze szybszego tempa powrotu. Kilka następnych grzmotów, które słyszałem w drodze do samochodu, uświadamiały mi, że mam jeszcze dość spore pokłady energii, których istnienia nie byłem świadom.

Na szczęście wszystkie grzmoty, jakie słyszałem tego dnia, dochodziły zza góry.

W drodze powrotnej zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie, typowej chatki jakich w Szwajcarii jest mnóstwo, na tle typowej alpejskiej scenerii.

Chatka w Tannenalp

Chatka w Tannenalp

 

Podoba Ci się ta stona? – polub ją na facebooku:

 

Podobają Ci sie zdjęcia? – napisz o tym w komentarzu :)